Do Babci Maliny wybraliśmy się na "rocznicową kolację".
Od razu mówię, że nigdy wcześniej nie byliśmy w tym miejscu. Po wejściu do lokalu trochę żałowaliśmy ponieważ górna część przypomina przydrożny bar i miejsce na codzienny obiad, jednak w poszukiwaniu stolika zeszliśmy po schodach na dół...
I tam niespodzianka! Ja chodziłam jak urzeczona, ponieważ od dawna zakochana jestem w takim wystroju, oczywiście nie do mieszkania ale właśnie jako miejsce na wypady okolicznościowe. Czułam się jak w innej bajce. Niewielkie pomieszczenia, krzesła z poprzedniej epoki, porcelanowe lalki.... Marzenie.
Po wybraniu stolika od razu podeszła do nas kelnerka - bardzo sympatyczna przedstawiła się. Na samym wstępie mieliśmy dobre przeczucie.
Zamówiliśmy tradycyjnie żurek w chlebie (pierwszy raz), befsztyk z cebulka i wieprzowinę w sosie śmietanowym.
Takiego żurku nie jadłam nigdy w życiu! Z białą kiełbasą, gęsty, kwaśny, nawet moja mama takiego nie robi. Podany oczywiście w chlebie, nawet z pokrywką :).
Drugie danie tradycyjne, ale pyszne zarówno wieprzowina jak i befsztyk, podane od razu po zupie. Miło było czuć, że ktoś się interesuje na jakim etapie jesteśmy i czy już podać - nic za wcześnie nic za późno.
Porcje duże, powiem szczerze, że nie daliśmy rady zjeść wszystkiego.
Dodam też, że chyba akurat trafiliśmy na promocję, bo za kolację dla dwojga z napojami zapłaciliśmy ok. 80 zł.
Naprawdę polecam to miejsce, szczególnie na randkę czy spotkania z rodziną. Świetne miejsce też dla turystów, żeby wczuć się w klimat.
Na pewno będę tam częstym gościem.
W ostatni weekend odwiedziłam restauracje U Babci Maliny wraz z rodziną. Z powodu braku miejsc w części samoobsługowej skusiliśmy się na wizytę w dolnej części. Niestety bardzo się zawiedliśmy. Wystrój zależy od gustu, dla mnie zbyt przytłaczający, stoły zbyt duże (siedzi się zbyt daleko od siebie, ciężko spokojnie porozmawiać.) Jedzenie było tragiczne. Barszcz smakował jak z torebki, mięso było niedopieczone, a pierogi z pieca były tłuste i smakowały jak w pierwszym lepszym przydrożnym barze. Jedyne co mogę polecić, to naleśniki.Chyba mieliśmy wyjątkowego pecha przy doborze dań. Na pewno była to nasza ostatnia wizyta w tym miejscu.
Żure i placki po węgiersku
To popisowe numery tej restauracji. Nigdzie nie jadłem tak dobrego zabielanego żurku, jak tam. Również placki po węgiersku od lat mają rewelacyjne. Odpowiednio duże porcje i po prostu smaczne.
Reszta menu również nie powinna sprawić zawodu.
Jedynym minusem jest obsługa. Tam nie ma chyba ani jednej osoby mówiącej dobrze po angielsku. Wiele razy widziałem turystów obsługiwanych bez słowa po angielsku.
Trochę szkoda, że podnieśli ceny, kiedyś byli bardziej przystępni.